środa, 27 sierpnia 2014

końcówka lata



Witajcie!
mam dziś dla Was jeszcze trochę migawek z mojego balkonu. Po kwiatach doskonale widać, że jesień tuż tuż... Choć pelargonie kwitną w najlepsze, to hortensje zmieniły już barwy na jesienne. Zerwałam ostatnie pomidory, które dojrzeją już na parapecie w kuchni. No i bez ciepłego koca wieczorami raczej się nie obejdzie. Lato odchodzi... Mimo wszystko słonecznej końcówki wakacji Wam życzę!





















Ps. Konsolka wciąż jest do wzięcia. Może ktoś chętny? :)

sobota, 16 sierpnia 2014

mam kota i o wyższości kota nad psem


dziś zamieszczam zdjęcia specjalnie na prośbę Basi:) Pozwolę sobie przy tej okazji wkleić tu mały fragment mojego ulubionego polskiego pisarza Jerzego Pilcha i jego wywód o wyższości kota nad psem. Proszę oczywiście nie traktować tego śmiertelnie poważnie. Gdybym miała dom z ogródkiem obok kota pewnie kręciłby się też pies:)


„Obserwuję bacznie matczyne psy i nie mam cienia wątpliwości: w znaczeniu ewolucyjnym pies w stosunku do kota jest dobrych kilka miliardów lat do tyłu. Kiedy starożytne koty refleksyjnie wygrzewały się na murach Akropolu i Koloseum, psy w najlepszym wypadku mieszkały w platońskich pieczarach. (Najwybitniejsze psie jednostki być może w poszukiwaniu bursztynu grzebały w piachu nad Bałtykiem).
Kotu o coś uniwersalnego – poza żarciem – w życiu chodzi. Psu chodzi wyłącznie o żarcie. Kot nieustannie poznaje i studiuje rzeczywistość, pies ją oszczekuje tępo. Kot ma własną wizję świata, pies takiej wizji nie ma. Kot jest panem, pies jest niewolnikiem. Kot jest nadbudową, pies jest bazą. Kot ma pysk wredny, ale inteligentny, pies ma mordę poczciwą, ale debilną. Kot jest wymagającym partnerem człowieka, pies jest jego ślepym i podatnym na upokarzające tresury lokajem. Pies nie ma tożsamości, ponieważ pies nie tylko chce być z człowiekiem, pies po prostu chce być człowiekiem, pies chce być ściśle jak człowiek. Kotu tego rodzaju upokarzająca i utopijna metamorfoza nawet do głowy nie przyjdzie. Kot chce być kotem. Kot ma wyraziście rozwinięte poczucie tożsamości, ma on też – w przeciwieństwie do psa – godność swej tożsamości. Kot jest królewskim przykładem istnienia spełnionego, pies jest wiecznym niespełnieniem, ucieleśnieniem odwiecznej, trywialnej skargi, iż nigdy nie jest się tym, kim by się chciało być.
Skuteczna tresura, w rezultacie której pies zaczyna wykonywać paraludzkie czynności, powinna być obwarowana zakazami prawnymi i religijnymi. Jest to przykład złowieszczej uzurpacji człowieka próbującego bezbożnie kształtować przyrodę na swoje podobieństwo i czerpiącego z tej uzurpacji dwuznaczne rozkosze. Jeśli człowiek jest panem stworzenia, to przysposabianie psa do człowieczeństwa i czynienie z niego przez to quasi-pana stworzenia jest aktem bluźnierczym. Posiadać zwierzę i zachwycać się tym, że to zwierzę się uczłowiecza, że się, nie daj Panie Boże, upodabnia do nas, to jest przecież przejaw zwykłego zwyrodnienia. Gdybym miał psa i gdyby ten pies (co w przypadku psa jest nieuniknione) upodabniał się do mnie, miałbym silne poczucie, że zwierzęciu dzieje się nieodwracalna krzywda. Z całą pewnością nie odczuwałbym cienia satysfakcji, cienia przyjemności. Może ktoś mi powie, bo sam nie wiem, może ktoś mi powie, jaka to byłaby przyjemność oglądać od samego rana zionące spirytualiami, wiecznie skacowane bydlę o roztrzęsionych łapach? Jaka to jest satysfakcja mieć koło siebie stworzenie skłonne do studziennych depresji, swoimi sprawami wyłącznie zajęte i pod pretekstem, że magnez wypłukany, wyżerające całą czekoladę z kredensu? A na jaką jasną cholerę byłby mi zramolały kundel z nadwagą samczący się obleśnie na widok każdej wyczesanej i zadbanej suczki?
Niepodległy niczemu kot nie przejmie naszych przypadłości, nie upodobni się, zachowa tożsamość, a zachwyt dla jego doskonałości będzie jak katharsis. Po paru latach, jakie od dnia stworzenia przeszły, dziś już jasno widać, że Panu Bogu poza kotami nic się do końca nie udało. Koty są stworzeniami skończonymi, reszta świata, łącznie z psami, jest wadliwa. Taki jest obiektywny stan rzeczy i daremnie jest, i nie należy nań się uskarżać. Nie należy też z tego co piszę wyciągać pochopnego wniosku, jakobym miał jakieś osobiste kynologiczne urazy, bo ich nie mam.
Trzymam się obiektywizmu oraz dzielę obserwacjami czynionymi na przykładzie pary matczynych, żyjących w wiecznej nienawiści suk. Psy te, jak sądzę, w towarzystwie mojej toksycznej matki czują się świetnie, ponieważ same są toksyczne i bliskie im są obosieczne zasady: bezwzględnej podległości, ślepego posłuszeństwa i całkowitego uzależnienia. Kot nie czułby się tu dobrze, kot nie chciałby tu sprawować władzy, bo kot żyje wedle zasad niepodległości, niezależności i wolności.
Pies preferuje system represyjny, kot demokrację. Pies to jest ustrój totalitarny, kot to jest seks partnerski. Kot jest synonimem, symbolem i ucieleśnieniem Niezależności.”
Bezpowrotnie utracona leworęczność, Jerzy Pilch












czwartek, 14 sierpnia 2014

miejsca, do których chętnie wracam



fotograficznych wspominek ciąg dalszy. tym razem poznańska Cytadela i niesamowita instalacja Magdaleny Abakanowicz... 





sobota, 9 sierpnia 2014

trzy kolory


te zdjęcia zrobiłam jeszcze wiosną, ale do tej pory jakoś nie składało się, aby je opublikować. Dziś mam chwilę i mogę w końcu pokazać Wam pokój synka w szerszym kadrze. Miały być trzy kolory wiodące, czyli szary, biały i turkusowy. Nie do końca mi się to udało, ale mam nadzieję, że udało się osiągnąć w miarę spójny efekt końcowy. Turkusowa miała być też komoda z szufladami, już nawet farba została kupiona, ale w ostatniej chwili zmieniłam zdanie i... jest niebieska. Każdy mebel jest też z innej bajki, tak jak w całym naszym domu. I co myślicie? Jak zwykle ciekawa jestem waszych opinii :)














 






poniedziałek, 28 lipca 2014

odpoczynek


uwielbiam góry! W tym roku spełniło się moje marzenie Po latach nieobecności udało mi się odwiedzić z rodziną nasze polskie góry. Uwielbiam je odkąd pamiętam! I jak się okazało, nie tylko ja :) Pogoda dopisała, żadnych odcisków ani bąbli, turyści na szlakach w ilości umiarkowanej, a na koniec takie widoki, czego chcieć więcej? 
Przepraszam za znikomą ilość zdjęć, ale nie szalałam tym razem z aparatem, miało być slow...



sobota, 19 lipca 2014

lawenda



w ubiegłym roku miałam okazję spędzić kilka godzin na cudownie pachnącym, porośniętym lawendą zboczu, przy okazji sesji dla Starej Mydlarni. zabrałam tam nawet krzesło po Babci :)
W Prowansji to dopiero muszą mieć widoki!











piątek, 18 lipca 2014

śliwkowe się piecze


hej hej, czy ktoś tu jeszcze zagląda?... :)
dziś podzielę się z Wami moim ulubionym przepisem na szybkie ciasto z owocami. Przepis znalazłam kiedyś w Werandzie Country i jak tylko zaczyna się sezon na śliwki piekę je do znudzenia. Równie dobrze można je upiec z morelami. 

Twarogowa tarta ze śliwkami:
Na ciasto: 2 szklani mąki, pół kostki masła, pół szklanki cukru, jajko, szczyptę soli, 3 łyżki wody
Na nadzienie: pół kilograma śliwek, opakowanie twarogu, niepełna szklanka śmietany 18%, pół szklanki cukru, 3 jajka, 2 łyżki mąki ziemniaczanej, szczypta soli, sok z cytryny. 
Przygotowanie: Mąkę przesiej, dodaj sól, cukier,pokrojone zimne masło, jajko i letnią wodę. Wszystko posiekaj nożem, zagnieć, uformuj kulę, zawiń w folię spożywczą i wstaw do lodówki na pół godziny. Przygotuj nadzienie: śliwki wypestkuj, twaróg utrzyj z cukrem, solą, śmietaną, jajkami, sokiem lub skórką z cytryny i mąką ziemniaczaną. Formę wyłóż ciastem (ja podpiekam spód 15 minut), wylej masę serową i rozłóż śliwki. Kto lubi może posypać cynamonem. Piecz w rozgrzanym piekarniku jeszcze 25 minut w 180 stopniach. Smacznego:)